Nie do szuflady

W biografiach pisarzy, poetów podstawową informacją jest data literackiego debiutu. Wychodząc ku potrzebom naszych uczniów, być może przyszłych literatów i poetów oddajemy im miejsce na stronach szkoły na literacki debiut. Piszącym życzymy powodzenia, czytelnikom miłej lektury.

A ja chcę być...

Paweł chce być piłkarzem i kopać piłkę z chłopcami.

Julka pragnie tworzyć piękne obrazy.

Kasia chce leczyć ludzi i być dobrym lekarzem.

A Weronika w świecie tworzyć modowe pokazy.

 

Szymek jako strażak chce ludzi ratować z pożaru.

Lena, dobry sportowiec, pragnie złotego medalu.

Gabi w białych baletkach chce tańczyć jak piękny łabędź.

A ja chcę być piosenkarką i gwiazdą wielkiego ekranu.

 

Śpiewam, gdy jem śniadanie, obiad i pyszną kolację.

Gdy mi się nudzi, też śpiewam, bo co innego zostaje?

Na hulajnodze, na rolkach też podśpiewuję czasem.

Bo śpiew to moja pasja i niech tak zostanie na zawsze.

 

Niełatwo jest spełniać marzenia czy one są duże, czy małe.

Ale gdy nie spróbujesz, nie zrealizujesz  ich wcale.

Dlatego ucz się i słuchaj, trenuj z uporem, wytrwale.

Bo dzięki spełnionym marzeniom, poczujesz się wspaniale.

 

 

 

Autor: Zuzanna Moskalik kl. IVe

W objęciach motyla

Zrozumiałam, że trzeba podchodzić z dystansem do planów na przyszłość. Nie można zaplanować wszystkiego od A do Z, bo jutro może zdarzyć się coś takiego, co wywróci nasze poukładane życie do góry nogami i nic już nie będzie takie samo jak wcześniej.

Jako dziecko Anna chciała zostać malarką, prawnikiem, nauczycielką, muzykiem... Próbowała odkryć swoje przeznaczenie, chodziła na różne zajęcia dodatkowe, ale nigdzie nie widziała swojej przyszłości. W podstawówce zawsze dostawała same dobre oceny, uśmiechała się i pomagała innym. Marzyła o sławie, pieniądzach, nagrodach... Kiedy dorastała, zaczęły pojawiać się problemy. Nie podobał jej się wygląd, charakter, samoocena znacznie spadła, a każdy dzień stał się nie do zniesienia. Rówieśnicy także nie pomagali. Obrażali ją, nazywali grubą, wyśmiewali. Nie mogła nikomu zaufać, bo wiedziała, że to co powie, rozejdzie się po całej szkole.

Pewnego dnia przeglądając Internet, natknęła się na stronę promującą zaburzenia odżywiania. Nie chciała wcale na nią wchodzić, ale zżerała ją ciekawość, co na niej znajdzie. Na początku nie przypadła jej do gustu. Wszędzie tylko zdjęcia wychudzonych dziewczyn, rady jak szybko schudnąć. Nie mogła tego zrozumieć. Jak można robić sobie taką krzywdę? Ale z drugiej strony, też chciała wyglądać jak one, sprawić, by inni czuli przy niej zazdrość. Przez chwilę zastanawiała się, czy nie zostać jedną z nich. Skoro nazywają ją grubasem, to musi być prawda.

Tego samego wieczoru założyła pamiętnik. Na pierwszej stronie napisała "Moja przygoda z ED" (EatingDisorder z ang. zaburzenia odżywiania). Przepisała dekalog anorektyczki, który znalazła na wcześniej przeglądanej witrynie internetowej. Zważyła się, zmierzyła obwody swojego ciała i się załamała. Powinna widzieć mniejsze cyfry. "Perfekcja" to coś, do czego dążą te wszystkie zagubione duszyczki. Idealna fryzura, makijaż, figura, oceny, zachowanie,  Ania chciała taką zostać. Chciała udowodnić innym, że potrafi wziąć się za siebie. Nie chciała dłużej czekać i przeszła na "dietę". Spożywała o wiele mniej kalorii niż powinna, ograniczyła słodycze, dużo ćwiczyła, przeglądała motywujące obrazki. W ciągu dwóch miesięcy bardzo schudła,  inni to zauważyli i zaczęli się martwić. Mimo komplementów nastolatka nienawidziła siebie jeszcze bardziej. Zaczęła się samookaleczać i prawie wcale nie jadła. Cyfry leciały w dół. Z 56 kg nagle zrobiło się 40.

Chodziła do psychologa. Najpierw rozwiązywała testy, później chodziła na terapie rodzinne, różne warsztaty, zajęcia. Nic jej nie pomagało, ponieważ lekarze zamiast skupiać się na niej, szukali czynników zewnętrznych, które mogły szkodzić. Rodzice bardzo ją kochali, dbali, spędzali dużo czasu razem, kupowali jej wszystko, co chciała,. Nawet kiedy rówieśnicy przestali się z niej śmiać, jej stan nadal się pogarszał.

W szpitalu psychiatrycznym również nie udało jej się pomóc. Wiedziała, jak oszukać pielęgniarki przy ważeniu, unikać jedzenia, sondy. Potrzebowała kogoś, kto by ją zrozumiał, bo co mogą wiedzieć lekarze znający chorobę tylko z teorii? Na pewno nie zdają sobie sprawy z tego, jak czuje się taka osoba. Dla nich nie do pomyślenia było, aby się głodzić, wymuszać wymioty, sprawiać sobie ból. Jak mają więc pomóc się wyleczyć?

Któregoś dnia Ania nie przyszła do szkoły. Następnego również się nie zjawiła. Później do wychowawczyni zadzwoniła jej zapłakana mama. Oznajmiła, że już więcej nie przyjdzie. Umarła, a dokładniej popełniła samobójstwo. Połknęła tabletki i zasnęła. Kiedy ją znaleźli, Bóg dawno zabrał ją do siebie. Wszyscy, którzy ją wyśmiewali, poczuli się winni. Szkoła pogrążyła się w żałobie, ale miesiąc później nikt już o niej nie pamiętał.

Takich ludzi jak Ania jest naprawdę dużo. Każdy z nas ma kompleksy, swoje małe problemy. Niestety, zamiast pomagać innym, tylko pogarszamy całą sytuację. W dzisiejszych czasach brakuje osób, które mogłyby zapobiegać tego typu tragediom, dlatego zostanę psychiatrą. Opracuję nowe sposoby walki z chorobami psychicznymi i ocalę niejedno ludzkie istnienie. Wiem, że czeka mnie jeszcze dużo pracy i nauki, ale jestem przekonana, że na pewno nie pożałuję tego wyboru.

Karolina Nocek kl. VIIe

Kapuśniak

Pyszny kapuśniak dziś babcia zrobiła,

Zjechała się do niej cała rodzina.

Wszyscy czekali z niecierpliwością,

Wybiła dwunasta godzina.

 

Gdy waza z polewką stanęła na stole,

Wszyscy usiedli w rodzinnym kole.

Dziadek polewał zupę jak przystało,

Żeby się babci na obrus nie wylało.

 

Smakował Wujek, zachwalała ciocia,

Ta zupa jest pyszna! - krzyknęła Tosia.

Zjedli ze smakiem i bez grymasu,

A po obiedzie poszli do lasu.

Zuzia Moskalik - 11 lat. Klasa IV e

 

W ogródku

W ogródku zimą jest biało.

Pod śniegiem się wszystko schowało.

Wiosną pojawiają się różne pachnące kwiatki,

między innymi stokrotki, bzy i bratki.

Latem owoce kolorowe jak tęcza dojrzewają,

a dzieci je z ogromnym smakiem zjadają.

A kiedy wreszcie jesień do nas przybędzie,

liście będą grały w berka wszędzie.

Teraz już wiemy, że nieważne, czy zima, jesień, lato, czy wiosna,

bo w ogródku każda osoba jest radosna.

 

Karolina Czerwińska kl. IVe

Wiosna

Chodzi słońce po błękitnym niebie

I rozsiewa złociste promienie.

Kwiaty, drzewa się uśmiechają

Bo promienie koloru im dodają.

Ptaki rankiem i o zmroku swoje arie śpiewają

Wspólnie z rosą, która szklane nuty po trawie rozrzuca.

Ta kołysze się jak w tańcu płynąc marzeniami

Do krainy szczęścia

Które my też znamy!

Agata Wąchała kl. IVe

JA

JA

 

Nie jestem pewna, kiedy to się właściwie zaczęło, kiedy ten stres zaczął stawać się tak trudny do zniesienia. Życie dawało mi niezły wycisk, tak samo jak każdemu innemu człowiekowi na świecie, więc dlaczego mi było tak bardzo źle?

 

Miałam problemy, z każdym dniem coraz więcej, ale nie umiałam się nikomu z nich ich zwierzyć, chociaż chciałam. Wieczorami płakałam w poduszkę i pragnęłam, żeby ktoś mi pomógł. Następnego jednak dnia gdy ktoś przechodził korytarzem, nagle cichłam, bojąc się, że ktoś zwróci na mnie uwagę. A może po prostu nie chciałam, żeby to rodzina się zainteresowała? W tamtym okresie byłam na zmianę smutna, zła i zmęczona. Zła głównie na rodziców. Już poza domem miałam trudno, a oni tylko pogarszali wszystko, kłócąc się nieustannie. Co tydzień było praktycznie to samo. Ojciec i matka w sobotę wychodzili się napić, kłócili się, a potem jakoś godzili, by w następną sobotę znowu powtórzyć to koło kłótni i alkoholu. Czasem pili poza weekendem, wtedy też się kłócili. Z drugiej strony jak teraz o tym myślę, to sądzę, że kłócili się, nawet gdy nie pili. Co nie zmienia faktu, że alkohol im nie pomagał, ale wszystko pogarszał. Gdy tylko słyszałam kłótnie dobiegające z salonu, od razu do nich szłam, chcąc załagodzić sytuację. Robiłam tak w kółko i w kółko, ale było tak samo jak zawsze. W końcu przestałam. Wielokrotnie słyszałam płacz mamy, ale nie szłam jej pocieszać. Nie mogłam, nie umiałam. Byłam smutna; chociaż „smutna” to może za słabe słowo na określenie tego jak się czułam. A czułam się bezsilna, nic nieznacząca, zrozpaczona. Płakałam w pokoju, przeklinając alkohol.

 

Byłam nieustannie zmęczona, tak cholernie zmęczona, że nie mogłam nawet udawać normalnego funkcjonowania. W pewnej chwili miejsce rozpaczy zastąpiła wściekłość na rodziców. Zaczęłam zastanawiać się, dlaczego się wreszcie nie rozwiodą. Przeklinałam ich, za to że się urodziłam, w zasadzie za wszystko. Nie chciałam żyć w takiej rodzinie, kompletnie przewalonej. Byłam zmęczona jak nigdy, po prostu chciałam, żeby to wszystko już się skończyło. Odcięłam się od emocji, czasem udawałam, a czasem może rzeczywiście byłam szczęśliwa. To złudne uczucie niestety szybko mijało. Bałam się przyszłości, tego co mnie czeka. Uważałam się za porażkę. Nie dawałam rady, ale z drugiej strony dobrze wiedziałam, że jeśli chcę żyć godnie, muszę na to zapracować. Tylko jak to zrobić, kiedy nie miałam już na nic sił?

 

Przez długi czas funkcjonowałam na pozór normalnie, w rzeczywistości jednak żywiłam nienawiść do ludzi wokół mnie. W tym czasie rodzice pokłócili się tak, że matka zadzwoniła na policję. Naprawdę to zrobiła. Siedziałam w pokoju i byłam tak otępiała, że zorientowałam się w sytuacji, dopiero gdy przyjechali funkcjonariusze. Przesłuchiwali mnie, a ja nie wiedziałam, co powiedzieć. Informacja o sytuacji w naszym domu została zgłoszona do szkoły. Wiedziałam, że będę musiała z kimś o tym porozmawiać. Wielokrotnie przechodziłam obok gabinetu pani pedagog i bałam się tam wejść. Z jednej strony chciałam, ale z drugiej nie wiedziałam, co bym tam miała dalej robić. Było mi bardzo niezręcznie. Aż w końcu pewnego dnia postanowiłam, że wreszcie poproszę o pomoc.  

 

W trakcie rozmowy z pedagogiem, wyrzuciłam z siebie wszystko. Na samym początku chyba nie czułam żadnej różnicy, ale zapamiętałam, co powiedziała mi pani. Wszystko co działo się wokół mnie, nie było moją winą. To nie ja powinnam naprawiać sytuację w domu, tylko rodzice. Po powrocie ze szkoły, zaczęłam się nad tym zastanawiać. Na spokojnie poukładałam sobie w głowie to, co usłyszałam i poczułam się lepiej.  Swój mózg potraktowałam jak biurko, które postanowiłam uprzątnąć. Wszystko musiało wrócić na swoje miejsce, a ja mogłam w końcu zauważyć, że nie powinnam się tak przejmować. Zrozumiałam, że w życiu czeka mnie dużo smutku i muszę się przygotować. Mimo tego jeszcze będę szczęśliwa, a na mojej twarzy kiedyś zagości beztroski uśmiech.

 

Takie podejście daje mi siłę, by pokonywać trudności. Nie znaczy to, że przestałam płakać, wręcz przeciwnie, płaczę aż do dziś, ale uważam, że to naprawdę pomaga. Dzięki łzom wiem, że jeszcze czuję, że rzeczywiście żyję. Po okresie czarnej rozpaczy cieszę się jak nigdy, jestem spokojna i wiem, iż wszystko się w końcu naprawi. Uświadomiłam sobie, że dam radę. Wierzę w to, bo wiem, że to czego doświadczam nie jest moją winą.

 

Wszystko będzie dobrze.

[ Cookies - info ]Oprogramowanie CMS: DragoN-NogarD © ( www: http://nogard.pl )